www.jahop.gortent.pl


gortent | higow | jahop | cidet | silop | serta | fibad | villan | fizder | RSS

Mieszko Gniezno - Lechia Gdańsk 2:2

Blisko 400 obecnych w Gnieźnie sympatyków Lechii przeżyło spore rozczarowanie. Zapowiadający walkę o awans do drugiej ligi biało-zieloni po przeciętnej grze tylko zremisowali z ostatnim w tabeli Mieszkiem 2:2 (1:1). Gdańscy piłkarze po meczu odczuwali duży niedosyt, lecz z przebiegu gry wynik nierozstrzygnięty jest sprawiedliwy.
Każda z części meczu zaczynała się dla gdańszczan najgorzej jak mogła. Już w 2 min obrońcy Lechii nie zaasekurowali Michała Króla, który po otrzymaniu podania z autu, zdecydował się na mocne uderzenie z 20 metrów, którym pokonał nieco wysuniętego z bramki Mateusza Bąka.
Szybko stracona bramka wprowadziła w poczynania gdańszczan sporą nerwowość. A gospodarze spróbowali pójść za ciosem. Już w 4 min Ireneusz Chrzanowski posłał piłką głową obok słupka. Później Waldemar Kuczyński otrzymał prezent od Sebastiana Fechnera i znalazł się tuż przed Bąkiem. Gdański bramkarz, interweniując nogami, zażegnał niebezpieczeństwo. Ale w 28 min powinno być 2:0. Po kolejnej akcji i zagraniu Króla, z 14 metrów na pustą bramkę uderzał Chrzanowski. Gracz pozyskany przez gnieźnian zimą z Arki Gdynia przestrzelił jednak fatalnie.
Lechia wyrównała po swojej tak naprawdę pierwszej składniejszej akcji. Wcześniej miała wprawdzie przewagę w polu, lecz zagrożenie pod bramką Mieszka stwarzała tylko po stałych fragmentach gry. Bramkarz gospodarzy Krzysztof Tyma raz za razem piąstkował mocno podkręcane przez Sławomira Wojciechowskiego piłki. Skapitulował w 34 min. Wreszcie skuteczny rajd lewą flanką przeprowadził Maciej Kalkowski. Zagrał do Rolanda Kazubowskiego, który podał w kierunku aktywnego Krzysztofa Rusinka, a ten bez trudu wyrównał.
- Trochę pomógł mi jeden z obrońców, od którego odbiła się piłka. Trudno było nie skorzystać z takiego prezentu - mówił później Rusinek.
W 43 min mogło być 2:1 dla gości. Wojciechowski znów dośrodkował z rzutu rożnego. Tyma nie sięgnął piłki, lecz zamykający akcję Krzysztof Brede trafił w stojącego na linii bramkowej obrońcę gospodarzy.
- Zacznijcie spokojnie, a po mniej więcej dziesięciu minutach ruszcie do ataku - instruował swoich podopiecznych w przerwie trener Marcin Kaczmarek.
Założenia jednak wzięły w łeb, gdy kiepsko spisujący się w roli prawego obrońcy Michał Pietroń niepotrzebnie sfaulował w polu karnym Pawła Iwanickiego. Była 48 minuta. Sędzia bez wahania wskazał na 11 metr, a piłkę pewnie do siatki posłał Kuczyński.
Kaczmarek dość szybko przeprowadził zmiany. Nie tylko personalne, lecz również taktyczną, korygując ustawienie drużyny z 4-4-2 na 3-5-2. Niemoc ofensywną gdańszczan odmieniło pojawienie się na boisku Michała Szczepińskiego. To właśnie ten zawodnik dokładnie podał w 60 min do Kazubowskiego. Tylko, że najskuteczniejszy w sparingach napastnik Lechii, uderzył z 10 metrów w aut... boczny. W 62 min szansę miał Rusinek. Strzelił precyzyjnie, lecz Tyma wybił piłkę na rzut rożny. Dobrych okazji nie wykorzystali także Brede i ponownie Rusinek.
Miejscowi próbowali z rzadka kontr, lecz zagrozić bramce Bąka nie byli już w stanie. Ale Lechia nie potrafiła zdobyć gola. Do 80 min. Wtedy z rzutu rożnego dośrodkował Kalkowski, a Fechner umiejętnie nabiegł na piłkę, nie dając Tymie żadnych szans.
- Cieszę się z tego gola, lecz z własnej gry nie mogę być do końca zadowolony - mówił po zakończeniu spotkania najnowszy nabytek gdańszczan. - Trochę chyba zjadła mnie trema.
Od 81 min Lechia grała w przewadze. Szczepiński sfaulował Krzysztofa Kuźmińczuka, który postanowił łokciem wymierzyć sprawiedliwość. Gracz Mieszka zobaczył czerwony kartonik, gracz Lechii - żółty.
W samej końcówce gdańszczanie mieli jeszcze trzy szanse, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najbliższy szczęścia był Szczepiński. Po wrzutce Kalkowskiego główkował z kilku metrów. Tyma jednak kapitalną interwencją przeniósł piłkę nad poprzeczką.
- Odczuwamy spory niedosyt, bo wyraźnie nam w tym meczu nie szło - komentował boiskowe wydarzenia Maciej Kalkowski. - Najgorszy był sposób, w jaki straciliśmy bramki. Padły przez naszą własną głupotę.
- Remis to chyba sprawiedliwy wynik - cieszył się trener gospodarzy, Piotr Mowlik. - Zimą zmieniliśmy kadrowe oblicze drużyny i w meczu z Lechią nasze wzmocnienia były widoczne. Chcę zwłaszcza pochwalić Przemysława Urbaniaka, który trzymał w ryzach naszą grę defensywną.
Mieszko to z pewnością lepszy zespół niż jesienią, jednak liczby mówią same za siebie. Remis z Lechią dał gnieźnianom dopiero ósmy punkt w tym sezonie. A drużyna mająca ambicje awansu, mecze z takimi rywalami musi wygrywać. Może lepiej pójdzie teraz gdańszczanom na własnym boisku, gdzie rozegrają cztery najbliższe spotkania. Aż cztery, bo mecz z Flotą Świnoujście, na prośbę działaczy tego klubu, przeniesiono do Gdańska, za zgodą prezydium Pomorskiego ZPN.



10741 |766 |15568 |15196 |1458 |527 |12708 |12979 |8950 |13351 |